Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka pionierem upraszczania prawniczej polszczyzyny

469

Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka poinformowała na swojej witrynie internetowej o rozpoczęciu współpracy z Tomaszem Piekotem, językoznawcą z Uniwersytetu Wrocławskiego, „jednym z czołowych polskich specjalistów od prostego języka”.

Kancelaria podała o zamiarach wspólnej realizacji „projektów prawno-lingwistycznych, tzw. legal design” (projektowanie prawa) z myślą o konstruowaniu dokumentów prawnych „w sposób przyjazny, intuicyjny i zrozumiały dla wszystkich”. W tym celu jej prawnicy będą mogli korzystać z opracowanej z udziałem Tomasza Piekota aplikacji Logios Badacz, która ocenia i upraszcza teksty.

W projekty z zakresu legal design zaangażowani są w kancelarii prawnicy Rafał Lorent, Aleksandra Bieniek, Klaudia Sałdan, Helena Zielińska pod kierunkiem partner Anny Partyki-Opieli kierującej praktyką compliance.

Dr hab. Tomasz Piekot jest językoznawcą i komunikologiem z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, kierownikiem i współtwórcą Pracowni Prostej Polszczyzny, redaktorem czasopisma naukowego „Oblicza Komunikacji”. Wraz ze współpracownikami od ośmiu lat zajmuje się badaniem języka polskich firm i urzędów. Jako rezultat tych badań PPP stworzyła założenia prostej polszczyzny, czyli polskiego standardu prostego języka zalecanego autorom i instytucjom piszącym teksty adresowane do masowego odbiorcy. Zasady prostej polszczyzny „wspierają percepcję, budują dobre relacje, ułatwiają zapamiętanie treści, porządkują strukturę informacji i zamieniają tekst w obiekt wizualny”.

Tomasz Piekot jest też współwłaścicielem firmy Logos, w której komercjalizuje swoje naukowe badania i ich wyniki, oferując upraszczanie języka dokumentów dla klientów bankom, firmom ubezpieczeniowym, telekomunikacyjnym, energetycznym.

Sam o sobie pisze na swojej witrynie internetowej: „Dziś jestem nadal (…) trenerem prostego języka, upraszczaczem tekstów i lingwistycznym standaperem”.

*****

Na pytania „Rynku Prawniczego” dotyczącego legal design w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka odpowiada Anna Partyka-Opiela.

„Rynek Prawniczy”: Skąd pomysł na legal design w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka po 30 latach istnienia? Kto zauważył problem z językiem prawniczym w pracy kancelarii – sama  kancelaria, czy jej klienci, którzy dziś przestają go rozumieć?

Anna Partyka-Opiela: Pomysł na upraszczanie dokumentów i tekstów prawnych nie jest nowy. Idea ta w postaci ruchu plain language liczy już kilkadziesiąt lat i jest związana z ośrodkami akademickimi takimi jak np. Uniwersytet Stanforda. Zawsze staraliśmy się komunikować w przejrzysty i przystępny sposób z naszymi klientami. Nasza kancelaria organizuje na przykład szkolenia wewnętrzne z prostej komunikacji już od kilku lat. Geneza pomysłu na legal design jest zatem dwojaka – z jednej strony wymagania świata biznesu, który potrzebuje szybkiej i efektywnej komunikacji. Z drugiej strony jest to nasze przekonanie o tym, że język prawa i język opisujący prawo powinien być prosty. Dzięki temu jest on skuteczny ponieważ pozwala na zrozumienie tego, co chcemy przekazać. Przykładowo, jak udowodnił eksperyment Banku Światowego sprzed kilku lat, uproszczenie języka wezwań do zapłaty pozwala na wymierne zwiększenie poziomu ściągalności długów.

Jesteśmy pod tym względem, nieskromnie mówiąc, pionierami. Polskie środowisko prawnicze językowo jest dosyć konserwatywne. Dominuje tak zwany styl urzędowo-kancelaryjny. Na studiach zamiast poradników językowych przyswajany jest język kodeksów i ustaw, który nie jest łatwy w odbiorze. Z naszego doświadczenia wiemy, że istnieje dziś duże zapotrzebowanie na prawników, którzy potrafią „mówić ludzkim głosem”. Rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami i rzeczywistością jest tym bardziej widoczny w świecie cyfrowym. Z jednej strony mamy atrakcyjne wizualnie i treściowo komunikaty marketingowe, z drugiej – prawnicze formułki, „przedmiotowe umowy” i „niniejsze zgody”. Widzimy w legal design odpowiedź na to zapotrzebowanie i szansę na poprawę komunikacji, a co za tym idzie również relacji z odbiorcami. Trzeba podkreślić, że naszą przygodę z legal design zaczęliśmy trzy lata temu od współpracy z Uniwersytetem SWPS i przeprowadzenia projektu badawczego, którego efektem były przygotowane prace w zakresie legal design przez studentów wydziału prawa, komunikacji i grafiki.

„Rynek Prawniczy”: Na czym polega współpraca z Tomaszem Piekotem, jednym z czołowych polskich specjalistów od prostego języka?  Jakie projekty prawno-lingwistyczne realizowane będą wspólnie w ramach tej współpracy?

Anna Partyka-Opiela: Współpracujemy już od jakiegoś czasu, lecz dopiero niedawno rozpoczęliśmy wspólną realizację projektów legal design. Bardzo cenimy sobie ogromną wiedzę i doświadczenie Tomasza Piekota. Nasza współpraca jest przy tym wielopłaszczyznowa. Przykładowo, jako pierwsza kancelaria prawnicza w Polsce korzystamy z unikalnej w skali regionu aplikacji badawczej do analizy języka opracowanej z jego udziałem.

Realizowane przez nas projekty są bardzo różnorodne – łączy je głównie język o treści normatywnej. Dotychczas realizowaliśmy projekty uproszczenia treści m.in. umów o współpracę, procedur i regulaminów wewnętrznych, regulaminów świadczenia usług oraz dokumentów dotyczących ochrony danych osobowych. Na język Tomasz Piekot patrzy jako językoznawca i w tym zakresie wprowadza zmiany. My, jako prawnicy, badamy tekst przede wszystkim kątem normatywnym. Dbamy o to, by tekst po uproszczeniu w dalszym ciągu zawierał odpowiednie normy prawne (np. by umowa o świadczenie usług nie stała się przypadkowo umową o dzieło). Zapewniamy, by uproszczony tekst był również bezpieczny prawnie, czyli aby był zgodny z wymaganiami sektorowymi oraz mógł się „wybronić” przed sądem w razie ewentualnego sporu.

„Rynek Prawniczy”: Czy da się tłumaczyć dokumenty czy opinie prawnicze „na polski” przy pomocy „apki” na smartfon, czyli na podstawie algorytmu? Czy prawnicy nie są w stanie robić tego samodzielnie opierając się na własnych kompetencjach?

Anna Partyka-Opiela: Przy upraszaniu języka prawniczego aplikacje i programy do analizy tekstu są bardzo przydatne. Obecnie analizują one głównie parametry językowe. Tymczasem to, co jest najważniejsze z punktu widzenia prawnego, czyli normy, nie poddaje się tak łatwo analizie maszynowej. Przykładowo, poziom nasycenia tekstu rzeczownikami odczasownikowymi może sygnalizować pewne usterki składniowe czy słownikowe, lecz taki parametr nie powie nam, czy dane postanowienie jest zgodne z kodeksem cywilnym w świetle ugruntowanego orzecznictwa.

Być może w przyszłości rozwój technologii zmieni obecny przebieg procesu upraszczania tekstów. Tutaj dostrzegamy rosnący potencjał rozwiązań sztucznej inteligencji. Na obecnym etapie udział prawnika i językoznawcy jest niezbędny. Oczywiście, idealnie byłoby, gdyby jedna osoba łączyła w sobie oba zakresy kompetencji. Dopiero połączenie kompetencji prawnych i językowych daje efekt. Gdy dodamy do tego jeszcze dobre zrozumienie potrzeb klienta oraz uwarunkowań biznesowych, powstaje tekst bezpieczny, prosty i przydatny. Dodatkowo wzbogacamy go przejrzystą formą graficzną, co w obecnych czasach, kiedy obraz ma główne znaczenie, nie jest przypadkowe.

„Rynek Prawniczy”: Gdzie leży granica upraszczania języka prawniczego w praktyce kancelarii prawnej?

Anna Partyka-Opiela: Teksty stworzone według zasad legal design najlepiej sprawdzają się w relacjach B2C (business to consumer ), G2C (government to consumer ) oraz w środowisku cyfrowym. W tych sytuacjach odbiorcą komunikatu jest np. konsument, obywatel, pacjent czy użytkownik strony internetowej. Tutaj też wyraźnie widać potrzebę zrozumiałości i przejrzystości. Jako konsument chcę wiedzieć, za co dokładnie i jak mam zapłacić, gdy biorę kredyt konsumencki. Jako obywatel chcę wiedzieć, jak załatwić sprawę w urzędzie. Jako użytkownik chcę wiedzieć, na co się zgadzam, gdy tworzę konto na stronie. Szczególne znaczenie mają tutaj potrzeby osób niepełnosprawnych, w starszym wieku lub młodszych – dla nich prosty tekst to naprawdę duże ułatwienie. Tutaj powinno się odchodzić od używania urzędyzmów, zdań wielokrotnie złożonych, czy żargonu branżowego.

Mniejsze zastosowanie legal design ma w relacjach B2B (business to business). Przykładowo, w przypadku zawierania kilkudziesięciostronicowych umów pomiędzy międzynarodowymi korporacjami potrzeba prostoty tekstu schodzi na dalszy plan. Nie jest to problem, bo przy takiej umowie pracują zespoły prawników i specjalistów. Podobnie jest w przypadku relacji G2G (government to government ). Trudno dziś sobie wyobrazić, by np. aneks do umowy międzynarodowej o unikaniu podwójnego opodatkowania był opracowany w metodyce legal design.

Docelowo jednak legal design nie ma granic – każdy tekst o treści normatywnej może być przekształcony. Czy kiedyś np. ordynacja podatkowa zostanie napisana tak, by zwykły Kowalski był w stanie ją zrozumieć? Trudno powiedzieć. Natomiast wyraźnie widoczny dziś trend legislacyjny związany z wprowadzeniem prawnych wymogów stosowania prostego języka i komunikowania się w zwięzłej, przejrzystej i łatwo dostępnej formie coraz częściej wynika bezpośrednio z przepisów prawa.

*****

Anna Partyka-Opiela jest doktorem prawa, szefem zespołu compliance w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Doradza przedsiębiorstwom w kwestiach z zakresu: zapobiegania korupcji, nadużyciom wewnętrznym i konfliktom interesów, opracowywania procedur zgodności, kontroli wewnętrznej, audytów śledczych, wdrażania projektów z zakresu zarządzania ryzykiem oszustw, corporate governance, zwłaszcza w branżach regulowanych, takich jak ochrona zdrowia i rynek farmaceutyczny.

Pytania zadawał Ireneusz Walencik

i.walencik@rynekprawniczy.pl