Prawnicy z odrzutowca, czyli podniebne biuro tańsze od naziemnego (w Ameryce)

383
Gulfstream to popularny odrzutowiec biznesowy

Amerykańska kancelaria Patterson & Sheridan używa samolotu jako biura. Kancelaria jest z Teksasu, ale ma sporą grupę poważnych klientów w Dolinie Krzemowej. Zajmuje się bowiem prawem własności intelektualnej i patentowym. Nie dziwi zatem, że jej kreatywni szefowie wpadli na pomysł, by kupić odrzutowiec. Niby nic niezwykłego ​​naprawdę sporo prawników w Ameryce ma własne samoloty, które są dobitnym symbolem ich statusu majątkowego. Ale należący do firmy Patterson i Sheridan dziewięciomiejscowy Gulfstream G200 to nie żaden luksus w firmie nazywany jest „busem”, ponieważ rocznie przemierza w powietrzu 150 tys. mil. Jej prawnicy raz w miesiącu latają między Houston w Teksasie i Palo Alto w Kalifornii. Podczas tych przelotów służy im nie tylko jako środek transportu, lecz jako biuro, w którym pracują. Sprawę opisała w sierpniu 2017 r. lokalna gazeta „Houston Chronicle”.

Prawnicy Patterson & Sheridan w swoim podniebnym biurze (fot.: „Houston Chronicle”)

Tak wychodzi taniej niż urządzenie prawdziwego biura w Dolinie Krzemowej, która słynie z niebotycznej drożyzny. Kancelaria Patterson & Sheridan twierdzi, że może zaoferować tamtejszym klientom tańsze usługi porównywalnej jakości niż lokalne firmy prawnicze i oddziały amerykańskich sieciówek, ponieważ większość pracy jest wykonywana w Teksasie, gdzie nieruchomości komercyjne są o 43 proc. tańsze, wynagrodzenia o 52 proc. niższe, a konkurencja o talenty prawnicze zdecydowanie mniej zacięta.

Kancelaria zrobiła zresztą ze swego samolotu punkt rekrutacji młodych prawników, którym obiecuje pracę z najlepszymi firmami technologicznymi Silicon Valley, ale mieszkanie w teksaskim Houston, mieście znacznie tańszym niż Palo Alto, gdzie średni miesięczny czynsz za apartament z dwoma sypialniami wynosi 3,8 tys. dolarów, a cena domu to nawet 2,6 mln dolarów.

Szefowie Patterson & Sheridan po raz pierwszy wpadli w pomysł użycia prywatnego samolotu do regularnych miesięcznych kursów do Doliny Krzemowej w 2010 r. Kancelaria wcześniej próbowała telekonferencji, ale klienci uznali to za niewystarczające, ponieważ wynalazcy chcą usiąść i pokazać swoje wynalazki. Prawnicy odkryli również, że mogą zdobyć tam więcej klientów, chodząc po pracy na kolacje i drinki.

Toteż latanie tam i powrotem okazało się rozwiązaniem tańszym i bardziej praktycznym. Samolot kosztował firmę 3 mln dolarów a każda godzina w powietrzu to wydatek ok. 1,9 tys. dolarów.

Może się wydawać, że kancelaria mogłaby zaoszczędzić, gdyby prawnicy po prostu latali komercyjnymi liniami lotniczymi. Ale wziąwszy pod uwagę wszystkie kwestie jednak nie. Wychodzi na to, że podróże prywatnym odrzutowcem są bardziej opłacalne, mimo wynagrodzenia dla dwuosobowej załogi i rozmaitych niezbędnych opłat. A to dlatego, że prawnicy pracują w locie, który trwa od trzech do czterech godzin, a każda jest „rozliczalna” (billable). Lecąc samolotem rejsowym nie mogliby tego robić ze względu na konieczność ochrony poufnych informacji – pisze „Houston Chronicle”. Trzeba do tego dodać oszczędność czasu, który zwykle spędza się na lotnisku przechodząc przez odprawę, kontrolę bezpieczeństwa i inne procedury przedstartowe. Jeśli przeliczyć ten czas po stawce 250 dolarów za godzinę pracy prawnika, to koszt lotu jest pokryty, a bilet na samolot liniowy pozostawałby wydatkiem.

Opracowanie: Ireneusz Walencik

i.walencik@rynekprawniczy.pl